# 56
Najdłuższy poród wszechczasów zakończył się trzy dni temu - szefowa, która od miesiąca miała schizo, że już rodzi, poszła nawet na zastrzyki przyspieszające poród (które nic nie dały), w końcu!! - urodziła zdrowe śliczne dziecko, tylko trochę duże - 4.3 kg. W końcu kobiety w banku i w biurze rachunkowym dadzą mi spokój, bo codziennie mnie obskakiwały: I co? I co? I co? Urodziła??
Mifu's Father mnie pocieszył, że teraz pewnie zaczną się rozmowy o konsystencji kupek, ale ja i tak już wszystko zniosę. Mam inne wyjście? Zwolnie się?
Gdzie tam. Chociaż wrzody i nerwica żołądka zbliżają się wielkimi krokami.
Dzwoni Szefu, drze mordę, bo coś tam jest niezapłacone. Oł men, ja jestem tylko kurier. Wożę te pieprzone tysiące do banku, trzymam torebkę pod pachą jak stara dewota swoje kabanosy w reklamówce, przez co też mam nerwicę, bo zaraz wydaje mi się, że mnie ktoś okradnie.
Będę jeszcze miała nerwicę przez pogodę, która zabijała mnie cały tydzień, rozpływałam się już o ósmej rano, a mój mejkap trafiał zaraz szlag, wczoraj już myślałam, że będę mieć zawał.
Jezu, mam hipochondrię chyba?!
A teraz leje, bo przecież weekend, ludzie mogliby odpocząć, więc leje żeby nie mogli - bo zamiast wyjechać gdzieś, wyjść z czterech ścian, będą się kisić tak samo jak w pracy, tylko kisić w innym towarzystwie. Będą się kłócić przy obiedzie, cały weekend będzie do dupy, a poniedziałek będzie najgorszym poniedziałkiem ever, a potem przez cały tydzień będzie 50 stopni w cieniu, a w piątek zacznie lać. Do niedzieli.
Ale ogólnie to nie mam tak złego humoru, jak by się mogło wydawać. Chociaż poszły się je... moje plany zakupowe z SiS. Nie, naprawdę nie jest aż tak źle. Mogłaby być 9 rano i ten cały shit dzisiejszego dnia mógłby być jeszcze przede mną. Ale nie jest! Jest 14.50, zamykam ten bajzel, komórka może się już wyładować, wracam do domu i mam wszystko w dupie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz